Rozbitkowie na Darkoverze – Marion Zimmer Bradley [opinia / recenzja]

Print Friendly

rozbitkowie na darkoverze recenzjaMarion Zimmer Bradley to amerykańska pisarka, którą większość osób kojarzy przede wszystkim z cyklu Mgły Avalonu. Jego pierwsza część pod tym samym tytułem zawładnęła moim sercem. Tematyka – legendy arturiańskie, Celtowie i magia oraz rozmach z jakim opowiedziana jest ta historia spowodowały, iż jest to jedna z najlepszych książek fantasy jaką do tej pory przeczytałam. Dlatego ucieszyłam się mogąc sięgnąć po Rozbitków na Darkoverze tejże autorki. To część kilkunastotomowego cyklu Darkover – pierwszy raz wydana w 1972 roku. Seria ta doczekała się nie tylko wielu opowiadań i powieści, ale i antologii tworzonych przez fanów. Zasiadłam do tej dość krótkiej książki z nadzieją i ekscytacją, i przepadłam. Zanurzyłam się w nowo poznanym świecie, który musieli zasiedlić koloniści z Ziemi po katastrofie ich statku.

Pierwszym co mnie urzekło był ogrom świata i możliwości jakie on niesie. Jedynym ograniczeniem mogła być tutaj wyobraźnia autorki, a tej Bradley nie brakuje. Obszerne opisy otoczenia i przyrody nadają tej historii rozmach, jednocześnie nie nużą, a pozwalają wczuć się w darkoverowy klimat. Obce rasy są opisane dość pobieżnie (mam wrażenie, że szerzej opisane będą w kolejnych częściach), za to florze i faunie autorka poświęca bardzo dużo stron. Wygląda to jak wprowadzenie do dość obszernego uniwersum, co cieszy fana sag fantasy, jakim jestem.

„Wznosiły się one wokół nich gdzieś w nieskończoność, fałda za fałdą zmieniały barwę: najpierw ciemnozielone, dalej ciemnobłękitne, aż po najmroczniejsze odcienie fioletu i purpury. Ogromne słońce było intensywnie czerwone, barwy świeżej krwi, a tego poranka można było dostrzec jeszcze cztery księżyce, zawieszone na turniach odległych gór jak wielkie, różnobarwne klejnoty.” S. 6

Historia ma oczywiście drugie dno. Autorka umieszczając bohaterów na nieznanej im planecie, która nie zawsze jest im przyjazna – posiada wiele nieznanych sił, potęg i tajemnic – zmusza czytelnika do zadania sobie pytań dotyczących naszej egzystencji. Czytając mierzymy się z filozoficznym podejściem do świata czy życia, odkrywamy plusy i minusy technologii, zauważamy, co naprawdę w życiu się liczy i co bohaterowie są w stanie poświęcić by przeżyć. W pewnym sensie biją się oni z przyzwyczajeniami, stylem życia, narzuconymi wcześniej normami czy wyuczonymi odruchami. Jednocześnie miałam wrażenie, że postaci i ich kreacje są jakby na drugim planie. Mają być nośnikami wzorców zachowań czy poglądów, które autorka chciała przekazać.

„-Mam nadzieje, że nie, kapitanie – rzekł spokojnym. Chłodnym głosem. – To własny umysł czyni człowieka barbarzyńcą, nie stopień rozwoju technologicznego. Może będziemy zmuszeni obyć się bez najwyższej technologii, przynajmniej przez kilka pokoleń, ale nie oznacza to, iż nie jesteśmy w stanie stworzyć dobrego świata dla nas i naszych dzieci. Były cywilizacje, które przez wiele stuleci istniały bez techniki. Twierdzenie, że kultura ludzka jest jedynie historią rozwoju techniki, to wyłącznie propaganda technokratów.”s.98

Oczywiście była jedna rzecz, której mi zabrakło. Uważam, iż Rozbitkowie na Darkoverze byli momentami zbyt patetyczni, a bohaterom wiele rzeczy przychodziło nazbyt łatwo – nie czułam na skórze ich szarpaniny czy walki z zaistniałą sytuacją. Większość populacji dość szybko się dostosowała. Autorka opisywała trudy zakładania nowej kolonii, mierzenie się ze śmiercią, srogim klimatem i dostosowaniem się do całkiem nowej sytuacji, ale całość była dla mnie nazbyt ugrzeczniona. Brakowało mi klimatu grozy, niepokoju i strachu z Terroru Simmonsa, u którego ból i rozpacz postaci były wręcz namacalne. Z drugiej strony zarówno historia, jak i świat Darkoveru rządzi się pewnymi prawami, które powodują, iż mogę brak tych emocji w odpowiedniej dawce wybaczyć autorce.

„Czy rozwiązania z innego świata będą pasowały do zagadnień postawionych na tym świecie? Gniewnie upomniał sam siebie, że wiedza jest wiedzą, że wiedza jest siłą i może ich ocalić…

…lub zniszczyć.”s.220

Podsumowując Rozbitkowie na Darkoverze to dla mnie naprawdę dobra opowieść SF, która pozwala poznać całkiem inny świat i obserwować jak ludzie będą go kolonizować. Opowieść bez dłużyzn, z zarysem obcej cywilizacji, nieznanych sił, anomalii pogodowych i prostych dialogów. Pełna wątków egzystencjonalnych, filozoficznych i poznawczych. Nie znajdziecie w niej mrożących krew w żyłach opisów, ale każdy kto lubi tę tematykę powinien być usatysfakcjonowany. Polecam gorąco i już nie mogę się doczekać kolejnej części. Przede mną Królowa Burzy.

 

  • Ostatnio zaczyna mnie ciągnąć do takiej literatury, więc sobie zapisuję ☺

    • książki w tym wydaniu są bardzo tanie, w starszym dostaniesz więcej części. W nowym są tylko dwie wydane po polsku.