Kącik poezji: Janusz Andrzejczak – poeta, prozaik, malarz, wędrowiec
Dziś chciałam Wam zaprezentować kilka wierszy Janusza Andrzejczaka – poety, prozaika, malarza, wędrowca. Urodził się 1956 roku w Toruniu. Tam mieszka i pracuje. Absolwent Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Nauczyciel, pedagog. Autor tomików poetyckich: Takijeden, Łagodnia, Ulotnia,Przediwnia. Pisze: wiersze, opowiadania, eseje i nieduże formy prozatorskie publikuje w czasopismach literackich i Internecie. Poza tym: Maluje, rysuje, dla siebie i innych. Więcej o Panu Januszu możecie poczytać na jego stronie>>. Tam też znajduje się jeszcze więcej wierszy. Ja zaprezentuję Wam ich tylko kilka. Do mnie trafiają, a jak jest z wami?
***
Gdybym potrafił i mógł tu,
w pozłocie, zieleni, brązach,
tysiące omszałych duktów,
w jedno naręcze bym związał.
Na jednej kartce z zeszytu
spróbował, połówką tonu,
upleść warkocze z prześwitów,
snuć nić z oprzędu kokonu.
Wers bym spróbował opasać,
opleść, choć jego ćwiartkę.
Ją, wziąłbym z sobą i w lasach,
pustą zostawiłbym kartkę.
By ją pisało mrowisko,
na gniazdo ją przeżuł szerszeń,
by czas, gdy już zrobił wszystko
zdmuchiwał z drzew moje wiersze…
ŁAGODNIA
Gdzie widnokrąg tak się zaczyna jak kończy; tam właśnie.
Tam, gdzie ostatnia barwa łąki ledwo smużką gaśnie,
Grzbiet lasu w dali jest zaledwie i tylko domysłem,
Wierzba przy kapliczce, w niej diabeł, a w kapliczce Chryste.
Gdzie puszcza tajemna i łąka rozedrgana życiem,
Sosna niebo wskazująca czarnym ptakiem na szczycie,
Rzeka jak dziecko nieprzewidywalna, oczko wodne,
Mgnienia na nim ni stąd ni zowąd, z toni żyworodne.
Kamień jaszczurczy w środku pola: świadek i spoczynek,
Gniazdo na chałupie bocianie, a w nim pięć jedynek,
Tam, gdzie mgła jest zmyśleniem, samym wydechem się jawi,
I jest echem samym w sobie, z klangorem żurawim.
Gdy znad obrusa grzybem pachnie, a spod niego sianem,
Gdy pola całe w dmuchawcach jak zamiecią zawiane;
Gile jak jabłka na choince, ozdoby z tarniny…
To i więcej z wielością skutków, bez jednej przyczyny.
I gdzie okno, a za szybą z żurawiną słój wielki,
W głębi babcia w chuście, piec biały i w kwiaty kafelki.
A przed strzechą bez się lili, łan maków jak pochodnia;
Także gdy sypią się z nieba ziarna szpaków; Łagodnia…
***
Ciii…
Od kiedy ten świat
wieje, szumi wiatr
z liści, jakby z gwiazd
kolejny już raz
lśnią kropelki dżdżu
wśród jawy i snu
cicho, cicho sza
wysącza się mgła
w tej zjawie, w tej mgle
wszystko jakby w tle
mchem zarosły pień
jakby mało lśnień
rozżółconych plam
ufnych oczu sarn
gdy wieczór się tli
małe, ciche: ciii…
Wiosna, lato, jesień
zima, siew i przesiew
od kiedy ten świat
w ciszy wiekuiste
po listeczku listek
wieje, szumi wiatr
gdy powiewa mocniej
plejady przednocne
z tych liści, jak z gwiazd
sokół jak ten Ikar,
na wylot przenika
kolejny już raz
na świerku, na sośnie
jak pąki przedwiośne
lśnią kropelki dżdżu
zaraz się rozwiną
deszczu zjawą siną
wśród jawy i snu
dzień krótki, cień długi
szumi tempus fugit
cicho, cicho sza…
z pni, co wiecznie głuche
wełniankowym puchem
wysącza się mgła
gdy noc bliska chucha
wypatruje puchacz
w tej zjawie, w tej mgle
pnie do reszty głuchną
zaćmą naszło próchno
wszystko jakby w tle
dzięcioł echem puka,
błyszczy niczym dukat
mchem zarosły pień
nie dość drodze kroków
nie dość puszczy mroku
jakby mało lśnień
zlot, w tej jednej chwili
migotań motylich,
rozżółconych plam
w drzewie i w zaroślu,
już też szumię pośród
ufnych oczu sarn
Tam, gdzie żubr samotnik
pośrodku paprotni
gdy wieczór się tli
pragnę jego śladem
nade wszystko, nade…
małe, ciche: ciii…
Pozdrawiam Was ciepło i zapraszam do lektury!


