Fantastyka, Jaguar, Młodzieżowe, Taran Mathrau

Summoner. Zaklinacz, Księga 1. Początek – Taran Mathrau

by -
summoner-zaklinacz-ksiega-1-poczatek-taran-mathrau

początek summoner

Powieści, które zdobyły popularność na różnego rodzaju platformach i zostały wydane tradycyjnie to coraz częstsze zjawisko. Nie inaczej było z „Summoner. Zaklinacz”, której rozdziały po niecałym kwartale przeczytało ponad milion czytelników. Sukces ten zapewnił jej autorowi Taranowi Matharu możliwość wydania ksiażki w 13 krajach. Historia zawarta w tej serii fantasy nazywana jest przez recenzentów oryginalną oraz budzącą sentyment u fanów „Władcy Pierścieni”, „Harry’ego Pottera” oraz „Pokemonów”. Tylko czy takie połączenie i porównania nie są na wyrost? Jakie wrażenia towarzyszyły mi podczas lektury początku sagi o przygodach Fletchera i jego demona Ignatiusa?

„Summoner. Zaklinacz” to zdecydowanie fantasty dla młodzieży, przedstawiające dość bezwzględny świat, w którym liczą się status społeczny, pieniądze i znajomości. Osoby bez znajomości, tytułu czy innych ras niż ludzie w większości są prześladowani.

W takiej sytuacji znajduje się prosty chłopak Fletcher, który naraża się wpływowym ludziom i musi uciekać. Splot wydarzeń sprawia, iż w jego ręce trafia księga zaklinacza, a on staje się właścicielem demona. Posiadane umiejętności otwierają mu drogę do magicznej Akademii Volcanów, która szkoli zaklinaczy niezbędnych w trwającej wojnie z orkami. Do głównych ras zasiedlających świat Summoneru zaliczamy: ludzi, elfów, krasnoludów oraz orków. Żadna z tych ras nie darzy się szacunkiem czy zaufaniem, ale pierwsze trzy próbują się zjednoczyć by przeciwstawić się orkom. Czy uda się to kadetom akademii – księżniczce elfów, krasnoludowi oraz prostemu młodzieńcowi? Przeciw sobie będą mieli nie tylko istniejące już uprzedzenia i waśnie, ale także knowania ludzi pragnących władzy i bogactwa.

Ostrość świata, jego bezlitosność i przedstawienie zjawiska rasizmu oraz nierówności społecznej jest największym atutem tej krainy. Autor potępia te zjawiska, jednocześnie ukazując, iż złe wzorce funkcjonują zbyt często, a bohaterowie czy analogicznie my w naszym świecie nie mamy na nie wpływu – możemy tylko starać się zmienić istniejącą rzeczywistość. Jednocześnie poziom ostrości i bezwzględności podobnie jak cała powieść dostosowane są do wieku nastoletniego.

Jeśli chodzi o porównania Summoneru do „Władcy Pierścieni”, „Harry’ego Pottera” czy „Pokemonów” to poza: podziałem rasowym, szkołą magiczną czy „pupilami” w postaci demonów nie zauważam większych podobieństw. Zarówno „Władca Pierścieni” jak i „Harry Potter” to o wiele bardziej rozbudowane i skomplikowane opowieści. Bohaterowie w nich opisani są scharakteryzowani w rozległy i wiarygodny sposób, a światy skonstruowane są w przemyślany sposób. Summoner nie jest tak rozbudowany, nie posiada tak wielu połączeń fabularnych. Uważam, iż porównywanie tych opowieści jest zabiegiem niebezpiecznym, gdyż część czytelników, jak ja ma na wstępie zbyt duże oczekiwania. Tolkien tworzył swój świat latami, skupiając się na każdym detalu, czerpią z wielu źródeł, konwencji i mitologii. Zaklinaczowi brakuje tego rozmachu i dojrzałości.

„Pesymistyczne podejście do konfliktu nie było dobrze widziane. Nawet zadawanie tego rodzaju pytań powszechnie uważano za przejaw braku patriotycznych uczuć, wręcz graniczących ze zdradą.”s.48

Postacie przedstawione w opowieści to bohaterowie dość typowi. Spotkamy tutaj zarówno: mistrzów w swojej dziedzinie, jak i ofiary potrzebujące pomocy, przepełnione goryczą indywidua czy bezwzględnych żołnierzy lub rządne władzy wysoko postawione osobowości. Uczniowie Akademii to także różnorodne jednostki: od rozpuszczonych, przez niepewne po prawe i chcące przetrwać. Najlepsze wrażenie zrobili na mnie kapitan Lovett oraz mag Arcturus – okazali się najbardziej autentycznymi postaciami, jednocześnie wzbudzali ogrom sympatii z powodu swoich czynów i słów.

Demony w tym Ignatius okazały się przyjemnymi stworzeniami. Moim pierwszym skojarzeniem z nimi były dajmony z serii Mroczne Materie, które według mnie o wiele bardziej pasowałyby do tej historii, gdyż demony z natury są postaciami na wskroś złymi, walczącymi z osobą, która nimi zawładnęła. Tutaj zrobiono z nich towarzyszy o specyficznej więzi na zasadzie pupili. Tak naprawdę nie dowiedziałam się o nich zbyt wiele. Mam nadzieję, iż kolejne części rozwiną ten wątek.

„Istota była rozmiarów fretki i miała podobnie gibkie, smukłe ciało.”s.64

Książka Matharu mimo niedociągnięć to bardzo przyjemna i rozrywkowa lektura, którą czyta się sprawnie. Cechuje ją narracja trzecioosobowa. Język powieści jest prosty i nieskomplikowany. Widać także, iż to debiut autora, gdyż na początku można odnaleźć wiele powtórzeń wyrazów (s.7-11). Historia jest spójna i łączy się w logiczną całość. Każda decyzja czy zachowanie posiada swoje następstwa. Całość zdarzeń jak i bohaterowie wpisują się dobrze w fantastyczną konstrukcję świata, a dialogi są naturalne i bez dłużyzn. Przez całą opowieść kibicowałam głównym postaciom, denerwując się, gdy ponosili klęski lub spotykały ich kolejne porażki. Zakończenie lekko mną wzburzyło, gdyż miałam nadzieję na całkiem inny obrót spraw w Akademii – tymczasem po raz kolejny konsekwencje dogoniły bohaterów. Mam nadzieje, iż w kolejnych tomach spotka ich więcej pozytywnych wydarzeń, ponieważ ta część mimo wartkiej, czasem brawurowej akcji była dość przygnębiająca. Na koniec warto także dodać, iż publikacja ta zawiera w sobie wiele elementów young-adult ficion – od typowych nastoletnich problemów: jak chęć dopasowania się do środowiska przez pasujący do wieku – język i podejmowane decyzje. Dzięki temu młodzi czytelnicy mogą się z bohaterami identyfikować i dogłębniej przeżywać każde z wydarzeń.

Podsumowując „Summoner. Zaklinacz” to fantasy skierowane przede wszystkim do młodzieży. Świat opisany w nim jest dość bezwzględny, lekko wtórny, ale i ciekawy poprzez połączenie wielu znanych nam z innych książek wątków jak: odwieczna walka o sprawiedliwość i wolność, chęć władzy czy magię połączoną z niezwykłymi stworzeniami. Książka może nie przypaść do gustu starszym czytelnikom czy fanom klasyki gatunku, jednak fani heroic fantasty dla młodszych czytelników czy choćby „Eragorna” lub „Złotego kompasu” winni być zadowoleni. Polecam zainteresowanym.

Opinia napisana dla serwisu Kostnica

  • Pingback: Prawdodziejka – Susan Dennard, czyli słów kilka o miłym zaskoczeniu. – OkiemMK.com – Blog literacko-kulinarny()

  • Zgadzam się:) Nastoletni odbiorca zdecydowanie,a porównania do Tolkiena czy Harrego Pottera na wyrost.

  • Jakoś nie czuję klimatu tej książki, więc to nie dla mnie.

  • Nie jestem fanką takich klimatów, więc raczej sobie daruję 😉

  • Fajnie, że powieści, które zdobyły uznanie czytelników są zauważane i wydawane tradycyjnie – to dobry trend. szkoda tylko, że sama książka nie jest dla mnie – za mało krwi, mroku, oryginalności. Gdyby chociaż były zombie… 😀

    • No niestety! Nawet demony nie straszą! Za to myślę, że Terror Dana Simmonsa mógłby Ci się spodobać! Klimat jest! Wiem także, że starsze wydania są dużo tańsze niż te nowe od Vespera:)

      • Wiem, zacząłem czytać Terror, ale termin mi się kończył w bibliotece, a że była sesja, to nie przedłużałem :/ Kupię sobie kiedyś – prawdopodobnie właśnie to stare wydanie, bo na nie mnie będzie stać 😀

  • Tym razem nie są to moje klimaty, nie lubię magów i im podobnych 🙂

  • monalisap

    Fantasy dla młodziezy to zupełnie nie moja bajka.

Translate »