Endometrioza, niepłodność, czyli ja w obiektywie…

Print Friendly

„Lekarze mniemają, że wiele pomogli choremu, gdy potrafili nadać chorobie odpowiednią nazwę.” Immanuel Kant

Tym przepięknym cytatem Kanta warto, by rozpocząć ten post. Wielu moich czytelników wie, iż choruję na endometriozę i leczę się na niepłodność. Nie są to dla mnie łatwe tematy. Nienawidzę selfie, nie lubię wynurzeń natury osobistej w Internecie, ale mówienie o tych dwóch kwestiach jest dla mnie swego rodzaju terapią. Pomaga mi przetrwać najtrudniejsze chwile. A Endometrioza to dziadostwo! Szczególnie, że może i lekarze nazwali tę chorobę, ale mimo tego, że odkryto ją ponad 100 lat temu nadal nie wiedzą skąd się bierze i jak z nią walczyć. Perspektywy na przyszłość – pierwsza klasa!

Dziś mija trzeci dzień mojego niekończącego się bólu głowy. Leki nie pomagają, spać i jeść nie mogę. Nie mogę czytać, sklecić porządnego tekstu o 4 książkach, które mam przeczytane. Jestem mocno zmęczona, obolała i zrezygnowana. Potrzebuję sporo pozytywnej energii, bo jedynym plusem tej sytuacji jest to, że schudłam 3 kilo.

Endo...Endo... Endometrioza!

Ale wracając do głównego tematu: od miesiąca nie biorę żadnych leków. Wykorzystałam już wszystkie tradycyjne i nieinwazyjne metody leczenia niepłodności i zrobiłam sobie 3 miesiące przerwy od wszystkich tych świństw, które muszę brać. 4 lata prób starczą. Intensywnie myślę o in vitro, które przy III stopniu endometriozy (po operacjach spadłam z IV stopnia) okazało się jedyną szansą na urodzenie własnego dziecka. Nadal mam wątpliwości i uważam, że to dobrze, bo to znaczy, że myślę o tym poważnie, że nie robię tego od tak. Dodatkowo dochodzi ogromny żal do osób, które mnie potępiają za to, że chcę się na in vitro zdecydować. Przecież nikt rozsądny nie będzie się truł tą całą chemią jeśli nie będzie miał wyboru. Jeśli nie wykorzysta wszystkich możliwych opcji. Większość z tych hejterów tak naprawdę nie wie co przeżywają takie osoby jak ja. Nieuleczalna choroba. Naciski społeczeństwa, rodziny i własnego organizmu. Chęć posiadania „pełnej” rodziny. Niemożliwość całkowitego odpuszczenia. Nie wiem ile wiecie o endometriozie, ale to choroba nieuleczalna, na którą nie ma leków. Można ją tylko hamować hormonami, które są jednocześnie antykoncepcją, więc staję przed wyborem: odpuszczenie, próbowanie kilka lat bez leków, lekarzy, czyli w sporym stopniu pozwalanie na rozprzestrzenianie się choroby lub po tylu latach prób z ogromną ilością leków spróbować ostatni raz poprzez in vitro. Brać leki i żyć w miarę znośnie. Ktoś może mnie uznać za egoistkę, no cóż jestem nią. Chcę wykorzystać wszystkie możliwe szanse. Jeśli się nie uda nie będę miała do siebie pretensji. Może wtedy dojrzeję i zdecyduję się na adopcję. Teraz nie jestem na nią gotowa.

Kończąc ten tekst dość buntowniczo: chciałabym, aby wszyscy hejterzy odpieprzyli się ode mnie i moich wyborów. Ja im nie narzucam mojego zdania, niech oni dadzą mi żyć i samej wybierać. Jak stanę przed Bogiem to on mnie osądzi – nie ksiądz, pani ze spożywczaka czy jakaś pani polityk. Naprawdę ilość nienawiści w tak katolickim społeczeństwie przeraża mnie.

W gazecie trafiłam na ten oto cytat:

„Nie wiem, co jest kluczem do sukcesu, ale kluczem do klęski jest chcieć zadowolić wszystkich.”

Idealnie nadaje się on na motto życiowe. I to nie tylko przy mojej sytuacji, ale i każdej innej. Nie jesteśmy w stanie zadowolić każdego. Zawsze znajdzie się ktoś komu coś nie będzie pasować, więc róbcie swoje i walczcie o swoje z pewną dozą samokrytycyzmu.

Ślę Wam całusy i wracam do pracy, bo niestety mimo tak złego stanu samopoczucia muszę dokończyć kilka spraw.

Za to jestem ciekawa szczerych opinii moich czytelników. Co Wy myślicie o in vitro? O całej tej nagonce? Jeśli jesteście przeciw nie bójcie się wypowiedzieć.

Żeby ten tekst miał w sobie odrobinę dydaktyki poza tą podnoszącą morale zapraszam Was do artykułów o endometriozie>>, które powoli pojawiają się na tej stronie.

  • Anna Piguła

    Nikt nie ma prawa Cię oceniac. Nie mam jeszcze potwierdzonej endo, bo lapparskopii nie było, ale to niewiele zmienia. Wiem, że ją mam, ginekolog potwierdził ją na usg i choc nie daje to 100% pewności, objawy się zgadzają. Do tego dochodzi wzjg, obecnie przez niekończący się stres związany z niepłodnością w fazie zaostrzenia, co przesuwa laparoskopię w czasie. Póki co leczę się naturalnie (dieta, ziółka, masaże). Mocno wierzę, że kiedy poukładam swoje jelita, poukłada sie reszta. Jeśli po poprawie samopoczucia i laparo, się nie uda, będę rozważa in vitro.
    Mocno trzymam za Ciebie kciuki, rozumiem Cię w 100%. Musi byc dobrze. Ślę uściski :***

  • Gosia

    Też choruję na endometriozę i wiem jakie to ustrojstwo. Już chyba 10 razy lądowałam na pogotowiu bo nic nie pomagalo w zlagodzeniu bólu. Przy kazdym okresie mam neuralgię międzyżebrową i nikt nie wie jak to jest powiązane. Boję się panicznie każdego okresu bo nie wiem co przyniesie. Juz ponad rok nie biorę żadnych leków bo liczę na cud że zajdę w ciążę, chociaż nawet się nie zbadałam czy mogę… Wlasnie zaczynam robic wszystkie badania, łącznie ze sprawdzeniem drożności jajowodów, na które jestem umowiona na początek listopada i jesli się okaże ze nie mogę zajśc w ciążę to kolejnym krokiem będzie in vitro. Marzę o swoim dziecki i tak samo marzę o tym żeby już wyzdrowieć a podobno ciąża w tym pomaga. Dlatego Ty też się nie wahaj i zdecyduj się na in vitro.

  • Wg mnie in vitro jest metodą na posiadanie potomstwa i tyle. W dodatku dość skomplikowaną, trudną i w dodatku kosztowną. Dla mnie jest jak najbardziej ok i w wielu przypadkach prowadzi do cudu narodzin. Dlaczego zatem nie spróbować? Nie robi się nikomu krzywdy, a wszystkim krzyczącym o zamrożonych zarodkach proponuję zajęcie się swoim własnym tyłkiem … Jestem jak najbardziej z Tobą. Walcz dzielnie, nie trać nadziei.

  • Evik

    Współczuję Marto.
    Wiem, co czujesz. Sama też najprawdopodobniej nie urodzę dziecka. Czasem jest mi smutno, gdy słyszę, że moja koleżanka jest kolejny raz w ciąży.
    Jednak napiszę też coś niepopularnego. Nie poddam się in vitro. I nie jestem osamotniona. Moja koleżanka też niepłodna jakiś czas temu adoptowała dwie dziewczynki (rodzeństwo).
    I również pocieszę – słyszałam o kobietach cierpiących na endometriozę, które w sposób naturalny zaszły w ciążę.

  • Izabelka

    Marto, chciałam Ci powiedzieć, że dwie moje najbliższe przyjaciółki leczyły się na endometriozę i obie z powodzeniem zaszły w ciąże.
    Nie trać nadziei.

  • Nie wiedziałam. Przesyłam siłę. Wsparcie emocjonalne. I uśmiech. Bo on jest potrzebny. Ja w drugim miesiącu ciąży usłyszałam: – że nic z tego nie będzie, potrzebna terminacja, umówimy się… itd. Cuda się zdarzają, dzisiaj mam córeczkę, lekarz się pomylił… Nie wnikam w Twoje decyzje, to było by bez sensu. Ale wiedz, że cuda się zdarzają. I nie ważna jest droga, tylko efekt.

  • Hej, miałam odezwać się wcześniej, ale nie bardzo wiedziałam jak. Bo moim zdaniem w ogóle nie musisz się nikomu tłumaczyć. Uważam, że to wyłącznie Wasza sprawa i nikomu nic do tego, co zrobicie. Nie mam nic przeciwko in vitro, jestem za tym, żeby było dostępne dla wszystkich, którzy go potrzebują.
    To bardzo osobista sprawa, ale jeśli zdecydowałaś się nią podzielić, możesz być pewna, że ode mnie popłyną same wyrazy wsparcia. Powodzenia!

  • Ja jestem jak najbardziej za in vitro. Kiedy dowiedziałam się, że mam PCO, moje priorytety uległy diametralnym zmianom. Mam nadzieję, że nie będę miała zbyt mocnych problemów z zajściem w ciążę, ale kto to wie… Nie wyobrażam sobie nie być mamą, dlatego jestem przekonana, że gdybyśmy z Mężem starali się o malucha od kilku lat, to byłabym zdecydowana na bardziej inwazyjne zabiegi. Jestem katoliczką, ale jestem też za in vitro. Tyle. A Tobie i Mężowi życzę powodzenia – obyś niebawem ujrzała dwie kreski na teście (i przy okazji życzę tego również sobie…)!

  • Katarzyna Nowak

    Och, bardzo Ci współczuję i strasznie mi Ciebie i Twojego męża szkoda. Ale przede wszystkim nie poddawajcie się, wiem, że łatwo mówić, ale nie możecie się poddać i przestać walczyć. Opinią, naciskiem innych się nie przejmuj, nie znoszę, kiedy ludzie wtykają nos w nie swoje sprawy. Co do in vitro – ja jestem za, mimo skutków jakie to przynosi, ale uważam, że jeśli ktoś bardzo chce mieć swoje dziecko, a nie może mieć i przede wszystkim nie jest gotów na adopcję to dlaczego nie? Czemu nie skorzystać z takiej szansy, skoro po to właśnie to zostało „wynalezione”? Adopcja to ciężki temat, można pomóc dzieciakom, ale wiadomo, że zawsze chce się mieć swoje dziecko.
    Na koniec może coś, czym dodam Ci wiary i siły – moi znajomi nie mogli mieć dzieci przez 6 lat, leczyli się cały czas, starali i nic. Nie wiem, czy przestali, bo nie chciałam o to pytać, ale niedawno ich odwiedziłam i 4 miesiąc, spodziewają się bliźniaków, dwóch chłopców 🙂
    Trzymam za Ciebie kciuki! Mam nadzieję, że głowa też przestanie Cię boleć – może to po prostu ze stresu, jeśli nic nie pomaga? A mam jeszcze jedną teorię – czy siedzisz ciągle przy komputerze i masz siedzący tryb życia? Jeśli tak to może to problem kręgosłupa szyjnego i niestabilność kręgów oraz lordoza? Może warto poprosić od internisty lub ortopedy skierowanie na rtg? Mnie też niedawno głowa bolała dzień w dzień i okazało się, że to właśnie przez to. Pomogła mi rehabilitacja i codzienne, specjalistyczne ćwiczenia w domu.

  • Marto, znam Twoje cierpienie osobiście. 5 lat walki o własnego potomka to dla mnie niekończąca się lawa rozpaczy, łez i cierpienia. Doświadczam nacisku społecznego i rodzinnego. I mojego wewnętrznego, które chyba jest najgorsze – pewnie wiesz o czym mówię.
    Dlatego wysyłam Ci od siebie dużo siły i wytrwałości. A decyzję o powiększeniu rodziny podejmij sama, nie zważając na opinię ludzi. Trzymam za Ciebie kciuki 🙂

  • prosperiusz

    I napiszę Ci, że sam jestem chory, diagnozy jeszcze pewnej nie mam, ale planuję w swoim czasie taki coiming-out 🙂

  • prosperiusz

    Marto, jestem w 100% za in vitro i głęboko w dupie mam księży krytykujących tę metodę

  • Musisz walczyć. Na pewno Ci się uda! A innymi w ogóle się nie przejmuj. Ludzie są straszni…

  • Magda Charczuk

    Marta, walcz o swoje marzenia, nie poddawaj się i nie przejmuj tym co ludzie gadają. To Twoje życie i nikomu nic do niego. Życzę Ci mocno z całego serducha żeby Twoje marzenia się spełniły i trzymam kciuki;)

  • Nie przejmuj się innymi. Nie wiedzą, co przeżywasz, a księża pewnie nie popierają in vitro, bo sami nie mogę mieć dzieci. A Ty masz szanse!
    Może powinnaś spróbować z in vitro. Najwyżej, jeśli się nie uda to wtedy adoptujesz dziecko i dasz mu cudowny dom 🙂
    Trzymam kciuki za Ciebie!

  • Małgorzata Zaczytana

    Martuś … najważniejsze jest to, że wiesz, czego chcesz i że podjęłaś decyzję. I tego się trzymaj. Jeśli uważasz, że in vitro to jest Twoja ostatnia szansa – skorzystaj z niej i nie zwracaj w ogóle uwagi na to, co myślą o tym inni. Nikt nie ma prawa oceniać (ani tym bardziej potępiać) drugiego człowieka – każdy jest kowalem własnego losu. Łatwo jest potępiać coś, gdy koło ciebie drepczą małe nóżki i słyszysz śmiech swojego dziecka. Łatwo jest powiedzieć „Ja bym tego nigdy nie zrobiła”. A tak naprawdę są to ludzie wyzuci z wszelkich uczuć, egoiści, którzy nie potrafią wczuć się w sytuację drugiej osoby. Trzymaj się Martuś i pamiętaj – moje kciuki są cały czas mocno zaciśnięte 🙂

  • Masz racje, niech wszyscy hejterzy się od Ciebie i Twojego życia odpieprzą! Jak mnie takie osoby denerwują! Ciekawa jestem, co większość z nich by zrobiła, gdyby była w Twojej sytuacji. I, nie, nie uwierzę, że wszyscy z nich zastosowali by się do swoich własnych rad, udzielanych teraz Tobie i innym osobom.
    Strach pomyśleć jak się czujesz, słysząc i czytając te „dobre rady”, gdy wiem, jak ja się czuję przy takich słowach, a tyczących spraw mniejszej wagi. Ale nie daj się tym głosom!
    Ja trzymam ciągle kciuki za powodzenie „misji dziecko” 🙂

  • martucha180

    Popieram in vitro w całej rozciągłości. I rozumiem Twoją walkę z nieuleczalną chorobą, bo sama się z taką zmagam. A hejterów olej, totalnie, łącznie z kasowaniem ich komentarzy. W życiu czasami, a ostatnio coraz częściej, trzeba być egoistą, by walczyć o siebie, swoje zdrowie, swoje JA. Trzymam kciuki. Pozdrawiam ze szpitala 😉

    • martucha180

      I jeszcze dodam historię z życia mojej przyjaciółki – starali się z mężem o dziecko, ale nie wychodziło im. Zdecydowali się na adopcję, przeszli kursy, testy procedury i ww niedługim czasie dostali nowo narodzoną dziewczynkę. Naszą imienniczkę. Gdy sobie moi przyjaciele odpuścili presję na zajście w ciążę i zajęli małym dzieciątkiem, to po jakimś czasie zaszli w ciążę i mają swoje tak długo oczekiwane dziecko. Ale dalej kochają pierwszą córkę miłością niezmienną. I wiesz co – to niesamowite, mała jest bardzo podobna fizycznie do swej adopcyjnej matki! Uda się, Martuś! A uda są dwa 😉
      „Nie wolno nigdy tracić nadziei, że
      jeszcze będzie lepiej. Wiesz co… Los czasem pomaga, kiedy wszystko
      wydaje się walić nam na głowę.” z książki „Obietnica Łucji” Gąsiorowskiej.

  • Głowa do góry! Walcz o swoje marzenia, a gadaniem się nie przejmuj! Zawsze znajdą się osoby, którym się coś nie spodoba. Bo to, bo tamto! Według mnie każdy ma prawo do decydowania o swoim ciele i może robić co mu się podoba. A jeśli invitro może pomóc parze, która pragnie dziecka, dlaczego by nie wykorzystać tej właśnie metody. Ja nie rozumiem całego szumu wokół tego tematu, ale to ja. Szanuję inne poglądy, ale chciałabym żeby inni szanowali moje 🙂 A niestety tak stereotypowe społeczeństwo jak nasze musi się jeszcze wiele w tej kwestii nauczyć. Trzymaj się ciepło i powodzenia w sprawach wszelakich!

  • Kochanie walcz o swoje, rób swoje. Nie patrz na innych, bo w ten sposób nigdy w życiu nie będziesz szczęśliwa i spełniona. Nie mam nic absolutnie przeciwko in vitro. Uważam, że to także dobra droga do spełnienia najskrytszego marzenia jakim jest pojawienie się dziecka i stanie się rodzicem. Życzę powodzenia i samych pięknych chwil w najbliższych dniach 🙂 xx

    • I nigdy nawet przez przypadek nie poczuj się „wybrakowana”. Wiesz, co ja przeżyłam jak wszyscy mi trąbili, że nie karmię dziecka własnym mlekiem. W szpitalu był straszny nacisk, wszyscy uważali mnie za kogoś z innej planety. A ja nie mogłam karmić, bo nie miałam pokarmu, a jak miałam po kilku dniach, to próbowałam i nic z tego nie wyszło. Dziecko płakało, ja byłam spięta, strasznie obolała. Dałam sobie spokój, dziecko potrzebuje pogodnej matki, a nie nieszczęśliwej i złej na wszystko. Nigdy nie żałowałam swojej decyzji, ale pamiętam jak „społeczeństwo” zareagowało na moją niechęć do karmienia. Jakbym była chora, wybrakowana, jakbym nie była matką i nie zasługiwała na to dziecko. Ach, mój poród, to druga sprawa. Po dobie skurczów, przy 10 cm rozwarcia dziecko straciło tętno i miałam cesarkę. Po tych mordęgach w szpitalu usłyszałam od kogoś, że jej znajoma mówiła, że osoba która miała cesarkę, to wcale nie urodziła dziecka, to tak jakbym nie była matką swojego dziecka. To dopiero człowiek jest wybrakowany, prawda? 🙂 A tak na serio, jak widzisz, pełno jest strasznie durnych ludzi, którzy potrafią nas zdołować i przez których poczujemy się strasznie malutcy. Ale to od nas zależy, czy będziemy sobie na to pozwalać. Wara takim ludziom od nas. Nic się nie martw. Rób wszystko w zgodzie z sobą i ze swoimi potrzebami, a poczujesz, że tak powinno być. I nie dawaj sobie wmówić nic innego! 🙂 Buziak x.

      • ludzie potrafią być nieczuli. Porób, pierwsze dziecko to zawsze stres, a tu jeszcze tak dokładać! Brak mi słów, ale naprawdę sporo takich historii słyszałam. Mam koleżankę – 5 lat starali się o dziecko, poroniła w międzyczasie 3 razy i co była przy tym fakcie w szpitalu to pielęgniarki wręcz się nad nią znęcały. Ona w rozpaczy, a one traktują ją jak szmatę – generalizują. Jedna to nawet ją opluła O_o. Na co po zgłoszeniu tego lekarzowi usłyszała, że sama jest sobie winna. I to mówią ludzie co mają nieść pomoc? Ludzie widzący jak działa organizm i jakie szkody może wyrządzić?

  • Kaśka Hubert

    Marta trzymam za Ciebie kciuki !
    Ja sama mam swojego lekarza, który przyjmuje akurat w klinice, która specjalizuje się Invitro. Widząc na ścianach fototapety uśmiechniętych twarzy maluchów, jestem sobie w stanie wyobrazić jak szczęśliwi są teraz ich rodzice !
    Jestem całym sercem za uszczęśliwianiem się, i nie widzę w tym nic złego !
    Egoistą trzeba czasem być, to nic złego !
    :*

    • dziękuję Kasiu! Kciuki, życzenia, wszystko się przyda. A te uśmiechnięte buzie to fajna sprawa. Ja przez pewien czas nie mogłam na nie patrzeć. Od jakiegoś roku jestem w stanie cieszyć się z innymi pełną piersią i nie reagować nerwowo na dzieciaczki i ciąże i uważam to za dobry omen;)

  • Bardzo Ci współczuję. Można mieć własne zdanie na dany temat, ale nie można nikogo oceniać ani potępiać, jeśli ma inne. Bo nie wiadomo, jakbyśmy się zachowali w sytuacji tej drugiej osoby. Zresztą ostatnio życie zweryfikowało niektóre moje poglądy na życie 😉

    • Wiki! Moje też! Człowiek tak naprawdę nie wie jak się zachowa, co zrobi i co będzie myślała o danej sytuacji w której się znajdzie! Dzięki! :*

  • Kasia Siemaszko

    Na poprawienie humoru i wiarę, że się udaje polecam blog i historię przyszłej mamy trojaczków(!) ;D :
    http://www.CiazaiCalaReszta.pl

  • Podziwiam Cię, Marto, że się nie poddajesz i dalej walczysz. Twoje marzenie jest tak naturalne, że niemożność jego spełnienia boli i zadziwia, także mnie. Niestety, jest jak jest. A ty, kochana w ogóle nie przejmuj się tymi zadufanymi i „lepiej wiedzącymi” ludźmi, którzy wypowiadają się w takich sprawach, bo oni najczęściej tak naprawdę nie wiedzą ile bólu, cierpienia, wyrzeczeń, łez kosztuje walka z tą chorobą i starania o własnego maluszka. Nie wiedzą i nie zdają sobie sprawy z tego, co Ty przeżywasz i przerabiasz na co dzień.
    Ja wierzę, że ten trud kiedyś zaprocentuje i uda Ci się realizować swoje marzenie! Tego życzę Ci z całego serca! Trzymaj się ciepło i nie poddawaj się!

  • Widzisz, ja mam z in vitro problem. Bo z jednej strony wiem, że jest to jedyna szansa dla naprawdę wielu par, żeby doczekać się upragnionego dzieciątka. I dopóki ma to być tylko dziecko tej dwójki, to znaczy mama sama sobie nosi to dzieciątko pod sercem, to nie mam żadnych oporów żeby zaakceptować taki układ – przeraża mnie jedynie mrożenie zarodków, bo jako osoba wierząca, wierzę, że to już jest dziecko i jakoś myśl, że zostaje zamrożone… no sama rozumiesz.

    Natomiast nie potrafię zaakceptować tego, że inna matka nosi zarodek, że dziecko ma jakby dwie matki. Bo nie umiem sobie wyobrazić, co czułaby matka, która nosiła dziecko przez 9 miesięcy, a potem musi je oddać. I uważam, że to nie powinno mieć miejsca.

    • Dominika mnie także nie odpowiada mrożenie zarodków, ale istnieją już sposoby na to by wykorzystywać je w całości. By nie funkcjonowały latami w lodówkach. Masz prawo do takich opinii i dobrze, że patrzysz na to realnie. Mnie nie przeszkadza Twoje zdanie, zgadzam się z wieloma aspektami, ale nie godzę się na nienawiść, obłudę i zawiść, która funkcjonuje wokół tej sprawy. Na to, że ktoś blokuje ustawę, nie ma w Polsce przepisów, które chronią rodziców i zarodki.

  • Po części wiem co przeżywasz, gdyż mam koleżankę, która również zmaga się z tą chorobą. Przeszła dwie operacje, stosowała jakieś kuracje, ale niestety bez efektu, teraz również zaczęła się interesować tematem in vitro, gdyż chyba innego wyjścia nie ma, choroba jest zaawansowana. Osobiście nie widzę w in vitro nic złego, w końcu chyba każda kobieta czuję się spełniona, gdy będzie mogła urodzić swoje własne dziecko, nie ważne jaką drogą. W końcu in vitro po coś stworzono, nie tylko, żeby było, ale żeby z tej metody korzystać. Co do adopcji to trudny temat, bo dziecku kiedyś dziecku trzeba powiedzieć prawdę i wydaje mi się, że te więzi nie są jednak tak silne jak przez urodzenie własnego potomka. Ale trzeba próbować ponoć nadzieja umiera ostatnia. Może nie znamy się osobiście, ale czytam twojego bloga już jakiś czas i życzę Ci z całego serducha, aby Twoje marzenia się spełniły.

    • Dokładnie nadzieje umiera ostatnia. A co do adopcji to właśnie w tej kwestii, o której piszesz mam wątpliwości. Jeśli nie uda mi się jednym sposobem, to czas pokaże czy będę gotowa na inny. Dzięki za Twoje słowa!

      • Jeszcze dodam, że rozważając kwestie mrożenia zarodków, jakby nie było ta metoda daje nowe życie, a także spełnienie dwojga ludzi, więc daje więcej szczęścia, ale reszta to już kwestie religii i podejścia. Boli mnie natomiast fakt, że teraz nastolatki, czy kobiety, które nie chcą mieć dzieci je mają, bądź poddają się aborcji, a kobiety, które pragną dziecka nie mogą mieć, to takie niesprawiedliwe. Albo mają dzieci i je katują, to już masakra. Jeszcze na koniec dodam, że mam kuzynkę, która również leczyła niepłodność udało się jej zajść w ciąże po 7 latach leczenia, a później to już poszło jak z płatka i urodziła bez problemu drugie dziecko. Ale to było jakieś 16 lat temu, więc i metody leczenia były chyba inne. Ale to się stało jak już oboje stracili nadzieje, więc chyba też ważny jest aspekt psychiki, żeby nie robić z tego presji. Dla przykładu mogę podać też znajomą, która z kolei miała wyniki książkowe, a nie mogła zajść w ciąże, a miała już 35 lat, ale później okazało się, że właśnie poczuła presję i była to jedynie kwestia psychiki, po terapii zaszła w ciążę.

        • tak ja także słyszałam takie historie tzn. chodzi mi o psychikę i brałam to pod uwagę łącznie półtora roku „staraliśmy się” nie stając, bo po prostu nie zabezpieczałam się. Niestety moja choroba to dziadostwo i organizm zwalcza w jakimś sensie sam siebie i tutaj nie mogę sobie normalnie czekać, bo muszę brać leki. Takie zamknięte koło…

  • Każdy z nas jest egoistą i to jest chyba naturalne, że staramy się dbać o własne potrzeby. Kto o nie zadba jak nie my:) Co do Twojej sytuacji, która jest naprawdę bardzo trudna, to uważam, że jak najbardziej powinnaś spróbować wszystkiego, co może Ci pomóc być szczęśliwą kobietą. Ludzie taką mają naturę, że lubią wypatrywać nieszczęść u innych, krytykować i radować się, gdy komuś coś nie idzie. Mają wtedy tyle dobrych rad, że aż się niedobrze robi. Nie cierpię dwulicowości. Rób swoje i nie patrz na innych, bo to Ty jesteś tutaj najważniejsza. To Twoje życie, Twoje szczęście i Twoje ciało. Walcz o swoje i nie denerwuj się, bo Cię głowa rozboli:)
    Wierzę, że Twoja walka się powiedzie i przesyłam mnóstwo pozytywnej energii:)

    • dzięki za tę pozytywną energię! Potrzeba mi jej dużo! I dziękuję za każde słowo! Gosiu właśnie – trzeba żyć w zgodzie ze sobą – nie pasuje mi to, że zarodki są mrożone, że tak to wygląda, ale teraz czuję, że gdybym tylko z tego powodu zrezygnowała byłabym bardzo nieszczęśliwa.

      • Jeżeli to jest jedyny sposób to rób swoje i nie patrz na nic. Ściskam bardzo mocno i trzymam za Ciebie kciuki:)

  • ksiazkowka

    Hmm… Przeraża mnie to, co piszesz, bo okazuje się, że mimo tego medialnego szumu wokół in vitro wiele się w naszym kraju nie zmieniło, jeśli chodzi o podejście społeczeństwa do sprawy…W zasadzie nic się nie zmieniło. Ale to Polska właśnie…Kraj katolickiej hipokryzji, gdzie na pokaz wszyscy są pobożni i prawi, a gdy otoczenie nie widzi…Szkoda gadać.

    Wkurza mnie też to, że ogół społeczeństwa chce narzucać poszczególnym jednostkom jak mają żyć. Decydować czy mają mieć dzieci czy nie, jeśli mają to jaką drogą mają być poczęte itd. Dlaczego do jasnej ciasnej, każdy nie zajmie się tylko swoim życiem i nie da w spokoju żyć innym, pytam się? Ludzie wtrącają się w wybory i życie innych, a sami często mają bagno na swoim podwórku…

    Nie dziwię się, że jesteś rozzłoszczona. Tak jak hejterzy mogą Cię krytykować, tak Ty masz prawo powiedzieć głośno o tym, co czujesz. I rób tak dalej. A sama podziwiam Cię za tę ciężką walkę, która tak dzielnie znosisz. Wierzę, że niebawem skończy się wiadomym sukcesem. 🙂

    • Dzięki bardzo za ten komentarz. Aż się wzruszyłam. Niestety po różnych tematach widać, że ta hipokryzja i delikatnie mówiąc czepialstwo jest wszechobecne w każdym omawianym problemie. No właśnie czemu ktoś narzuca nam jak mamy myśleć, co czuć, jak żyć? To już podpada pod paragraf. W końcu funkcjonujemy w wolnej Polsce.
      Mam nadzieje, że to się zakończy sukcesem.

Translate »