Must have rodzica. Dwie książki, które powinien mieć każdy, kto chce zdrowo odżywiać swoje dziecko i rozumieć jego potrzeby.

Print Friendly

u malucha na talerzu zdrowa dieta dla niemowląt oraz język niemowląt Od zawsze byłam typem osoby, która lubi być przygotowana na wszystkie ewentualności. Dlatego, gdy przygotowywałam się do roli mamy postanowiłam zaopatrzyć się w książki mogące pomóc mi, choć odrobinę rozeznać się i zapanować nad nową sytuacją w moim życiu. Sięgając po kolejne publikacje czułam się coraz bardziej rozczarowana. Drażniło mnie, że większość z nich jest typowymi słupami reklamowymi znanych marek produktów dla dzieci. Bardziej skłaniały do kupna danych produktów niż dostarczały merytorycznej wiedzy. Po jakimś czasie znajoma para poleciła nam Język niemowląt Tracy Hogg. Jak się później okazało korzystało z niej wiele znanych mi położnych czy moja pani ginekolog. To, co według mnie jest największą wartością tej książki to szacunek do potrzeb dziecka, ale i nie zapominanie o potrzebach rodziców. Autorka nazywana jest zaklinaczką dzieci, ale jej wiedza wynika z doświadczenia i uzyskanych dyplomów. Cała publikacja dostarcza merytorycznej wiedzy m.in. na temat pierwszych dni, tygodni i miesięcy z niemowlakiem. Jak go kąpać, przebierać czy usypać? Ujęło mnie jej podejście do maluszków. Otaczanie ich miłością, zaspokajanie potrzeb, ale jednocześnie planowanie dnia tak by mieć, choć chwilę dla siebie i związku. Muszę przyznać, iż postępując zgodnie z jej radami uniknęliśmy wielu błędów związanych z zajmowaniem się malutkim dzieckiem, zresztą nadal, gdy mam wątpliwości lub Mia znajduje się na kolejnym etapie rozwoju sięgam po nią. Muszę przyznać, że ta książka uspokoiła mnie, spowodowała, iż zaczęłam na wiele spraw patrzeć bardziej świadomie. I co najważniejsze uświadomiła mi, że mogę popełniać błędy, mogę się bać, czuć niepewnie, a dziecko ma prawo płakać. W końcu to jego sposób na porozumiewanie się ze światem przez pierwsze miesiące życia. Gorąco polecam tę pozycję.

Język niemowląt znałam już wcześniej. Za to w książkę U malucha na talerzu. Zdrowa dieta dla niemowląt zaopatrzyłam się, gdy Mia skończyła 4 miesiące. Chciałam córci sama gotować, ale niestety publikacje, do których miałam dostęp posiadały 3 czy 4 przepisy, a reszta publikacji pełna była reklam słoiczków, kaszek, mlek czy jogurtów dla dzieci. U malucha na talerzu nikt mi nie polecił – zachęciły mnie ogromne ilości pozytywnych komentarzy w Internecie i opis na okładce. I muszę przyznać, że to był strzał w 10-kę. Wstęp to kilkanaście stron z pytaniami i odpowiedziami. Uzyskałam sporo merytorycznej i potrzebnej wiedzy. Książka odpowiada m.in. na pytania typu:, „Co niemowlę może pić, a czego nie? Od czego zacząć rozszerzenie diety niemowlaka? Kiedy wprowadzać gluten, a kiedy produkty mleczne?”. Następne rozdziały to masa przepisów na dania główne czy desery lub przekąski podzielone na miesiące, w których można je podawać. Na końcu znajduje się sporo tabeli żywieniowych z rodzajami pokarmu, ilościami, które należy podawać w określonym wieku dziecka. W osobnym poście napisze Wam o sposobach przechowywania żywności dla maluszka i tego jak zrobić kilka słoiczków na zapas, by codziennie nie stać przy garach i gotować niewielkie ilość zupek czy gotowych dań, gdyż uważam, że mogłoby być o tym więcej w tej publikacji.

Podsumowując według mnie każdy rodzic powinien posiadać Język niemowląt i U maluch na talerzu. Zdrowa dieta dla niemowląt. Dla mnie to idealny duet. Książki potrzebne, merytorycznie napisane i udzielające niezbędnych odpowiedzi. Plusem jest także to, iż w Internecie znajdziecie je już za niecałe 20zł za sztukę. Polecam przyszłym rodzicom, ja nie żałuję ani złotówki, które na nie wydałam i choć Mia niedługo skończy 8 miesięcy nadal z nich korzystam, a to chyba najlepsza rekomendacja.

  • „U maluszka na talerzu” mam w formie elektronicznej. Jeszcze nie korzystałam z przepisów, bo na razie na tapecie jest ciągle „AlaAntkowe BLW”, ale dobrze, że w końcu mi przypomniałaś „U maluszka…”. Z kolei „Język niemowląt” czytałam – ciekawa książka, aczkolwiek kilka wątków zupełnie do mnie nie przemówiło. Chociażby konieczność podawania smoczka, a nie piersi, kiedy dziecko budzi się w nocy. Albo błędna informacja, że nie można moczyć kikuta od pępowiny… Bzdura. 😉

  • Katarzyna Nowak

    Postanowiłam – kupuję 🙂 I z niecierpliwością czekam na wpis o przechowywaniu żywności 🙂