[opinia/recenzja] Chodząca katastrofa (Walking Disaster) – Jamie McGuire

Print Friendly

chodząca katastrofa1

Piękna katastrofa – Jamie McGuire to jedna z tych książek, które mimo swojej banalności zawładnęła moim sercem. Płomienny romans, gorąca atmosfera i chemia pomiędzy bohaterami okazały się idealną lekturę by się odprężyć i pośmiać z perypetii, jakie spotykają głównych bohaterów. Nadal uważam ją za najlepszy romans 2014 roku. Z powodu tego oczarowania postanowiłam sięgnąć po kolejną część serii – Chodzącą katastrofę, która okazała się tą samą historią tylko przedstawioną oczyma Travisa. W ostatnim czasie prezentowanie w ten sposób historii miłosnych czy erotyków stało się modne. Podstawowym pytaniem, jakie sobie zadałam na początku przygody z Chodzącą katastrofą – to czy jest sens w powtarzaniu tej samej historii? Czy Travis wniesie coś nowego, coś świeżego do fabuły i czy będzie równie elektryzująco jak w  Pięknej katastrofie?

Fabuła w wielkim skrócie. Travis to tzw. niegrzeczny chłopak. Inteligentny, ale jego życie wypełnione jest nielegalnymi walkami oraz dziewczynami na jeden raz. Na jednej z walk spotyka dziewczynę, która zdaje się być inna od wszystkich znanych mu kobiet – porządna, miła, delikatna i zdecydowana by nie trafić w jego objęcia. Przyjaźń tak odmiennych jednostek powoli zmienia się w uczucie. Tylko czy ono przetrwa, czy będzie wystarczająco silne?

Wrażenia. Świat przedstawiony. Już na samym początku lektury zauważyłam, że moje oczekiwania w stosunku do tej książki były spore. Oczekiwałam ognia, chemii między bohaterami i lekko zabawnej formuły, którą przybrały relacje Travisa i Abby. Niestety zawiodłam się. Historia nie wniosła według mnie niczego nowego, przez co odebrałam ją, jako mniej klimatyczną. Winę za to może ponosić także język powieści, który został dostosowany do charakteru i postawy głównego bohatera. Bardziej ostry, bardziej bezpośredni, czasem prostacki. Przez co otrzymałam mniej chemii w scenach romantycznych. Jednocześnie pewne zdarzenia czy myśli Travisa były opisane w zbyt przesłodzony jak na niego sposób i kłóciły się z wcześniej zastosowaną formą. Był niczym chorągiewka na wietrze. I nie miało to według mnie nic wspólnego z jego przeminą pod wpływem miłości, choć mam wrażenie, że poprzez ten zabieg autorka starała się właśnie to ukazać. Ponadto mało dowiedziałam się o dzieciństwie Travisa i przyczynach tego, czemu stał się taką a nie inną osobą. Jamie McGuire nie dodała żadnych elementów, które by mnie zaskoczyły – pozwoliły spojrzeć na historię z innej perspektywy lub odkryć ją na nowo. Przechodząc do potencjalnych plusów to na pewno jest to historia lekka i przyjemna w odbiorze. Czyta się ją szybko, dialogi są proste, a bohaterowie są dopasowani do historii. Wpisują się w nią. On – brawurowy, inteligentny, oddany najbliższym, robiący wszystko na maxa. Ona w tej odsłonie jest lekko wycofana, momentami wydaje się jeszcze bardziej niezdecydowana niż w Pięknej katastrofie. Chemia nadal pomiędzy nimi istnieje, podobnie jak wątek dotyczący dwóch odmiennych dusz, które się odnalazły, ale w jakiś sposób działają na siebie destrukcyjnie. Jednakże nie powodowali oni we mnie ekscytacji – stali się mniej wyraziści. Brak zaskoczenia oraz romantyzmu spowodowały, iż zabawne chwile dotyczące komplikacji w ich związku także stały się chwytliwe i zgrabne.

Podsumowując Chodząca katastrofa to według mnie dobry romans, lecz zbędny. Autorka tworząc go nie wniosła do tej historii niczego świeżego, a wyżej opisane elementy jak dobór języka czy wtórność spowodowały, iż brakowało mi klimatu, chemii i żartów z poprzedniej części cyklu. Opowieść przestała być przekonująca, nie oszałamiała i nie była tak intensywna. Powieść może spodobać się fanom Pięknej katastrofy, jeśli interesuje Was czytanie tego samego tylko w odrobinę innej odsłonie. Osobom, które nie czytały serii, a lubią takie lektury zachęcam do sięgnięcia po pierwszą część serii, którą opisałam tutaj>>. W niej odnalazłam wszystko, co każdy porządny romans powinien zawierać: intensywność, płomienny romans i brak nudy.

  • martucha180

    „Dobry romans, lecz zbędny” – hmmm odechciało mi sie czytać.

    • Bo gdybym nie czytała 1-ki to byłby ok, a tak to nie widzę w nim sensu, chyba, że finansowy

  • monalisap

    To samo z innej strony w innej książce- raczej podziękuję.

  • Jestem zainteresowana pierwszym tomem i chyba na tym bym poprzestała.

  • Dagmara

    Niestety dość często trafiałam na opinię, że choć pisanie drugiego tomu z perspektywy innej postaci stało się modne to jednak niezbyt się sprawdza. Aktualnie sama przekonałam się na tym niedawno kończąc „Grey’a” i choć książka nawet mi się podobała to zdecydowanie brakowało jej klimatu pierwszego tomu i w dodatku nic nowego nie wniosła do tego co już było wiadomo z wcześniejszych książek.
    Na „Chodzącą katastrofę” na pewno się nie skuszę ale za to narobiłaś mi ochoty na „Piękną katastrofę” ;). Po Twojej recenzji tej książki strasznie bym chciała ją przeczytać 🙂
    Pozdrawiam serdecznie,
    Dagmara z bloga biblioteczkadagmary.blogspot.com

  • Może skuszę się na pierwszy tom tej serii. Ale jeszcze się nie zdecydowałam.

  • Doprawdy nie rozumiem, po co te autorki na siłę piszą z perspektywy faceta, skoro to nic nie wnosi. Może jednak nie będę się rzucać na ten tom, skoro mam pierwszy i na nim poprzestanę 🙂
    Ale przyznasz, ze okładka magiczna i na zdjęciu pięknie ją pokazałaś 🙂

    • Ja też! Okładki do serii są magiczne. Ta książka pewnie także zrobi furorę podobnie jak Grey oczyma Ch. Której nie mam ochoty nawet czytać, bo po co? Gdyby było więcej fabuły, więcej z życia bohaterów to może.

Translate »